Dodano: 28-07-2008 22:27 w kategorii:
Plenery fotograficzne
W ostatni
weekend czerwca 2008 roku dzięki uprzejmości „Zakładu Taboru PKP
Sławomir Denicki” oraz „Zakładowi Przewozów Towarowych i Przeładunków
Danuta Zając” mieliśmy możliwość fotografować w suchym porcie w Małaszewiczach.
Dziewięcioosobowa grupa członków naszego stowarzyszenia postanowiła
skorzystać z unikalnej możliwości odwiedzenia industrialnych trzewi
kolejowych warsztatów. Rankiem 29. czerwca dotarliśmy do suchego portu,
gdzie mile powitał nas kierownik hali remontowej pociągów.
Wkrótce
potem, ku sporemu zdziwieniu pracowników hali, wszyscy w „twórczym
amoku” rozstawiali statywy. Pomiędzy codzienny szczęk narzędzi wdarła
się subtelna muzyka otwieranych migawek ;) , a ci, kórzy poczuli
powołanie do zawodu motorniczego, mieli okazję kierować lokomotywą. Po
pewnym czasie przenieśliśmy się ze sprzętem do zabytkowej hali
remontowej wagonów, gdzie scenariusz ze statywami się powtórzył.
Pomału głód i czas wygrał jednak z zapałem, podziękowaliśmy za wizytę i udaliśmy się na obiad.
Nasyciwszy się specjałami w lokalnej karczmie udaliśmy się nad Bug,
gdzie pasjonaci plenerów mogli utrwalić tonące w zieleni brzegi leniwie
płynącej granicznej rzeki.
Niejako przy okazji trafiliśmy do opuszczonego dworku leżącego
nieopodal cichego starorzecza, w którego odmętach aż kipiało od
lokalnej fauny. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze wieżę widokową, a gdy
czas przypomniał o swoim upływie zachodzącym słońcem i wydłużającymi
się cieniami, udaliśmy się w górę Bugu na wieczorną watrę i zasłużony
odpoczynek.
Kolejnego
ranka cała nasza grupa wyruszyła z powrotem do Małaszewicz gdzie
mieliśmy możność fotografowania przeładunków drewna oraz potężnych
pracujących suwnic – zarówno nowoczesnych jak i tych pamiętających
jeszcze wczesne lata pięćdziesiąte. Po czterech godzinach intensywnej
pracy udaliśmy się w kierunku powrotnym – nie bezczynnie jednak. Po
drodze zatrzymaliśmy się w urokliwym monastyrze św. Onufrego w
Jabłecznej.
W drodze powrotnej, w okolicach Terespola natrafiliśmy na relikt
minionej epoki - moloch patrzący na nas pustymi oczodołami powybijanych
okien był idealnym zwieńczeniem naszego weekendowego pleneru. Nie
namyślając się długo skierowaliśmy się do opuszczonego (jak sądziliśmy)
PGR-u.
Ziejące
pustką przestrzenie, porzucone maszyny i fascynujące kształty
rdzewiejących instalacji okazały się doskonałą pożywką dla naszych
obiektywów. Jednak gdy biegaliśmy po halach, pojawił się aktualny
właściciel, który uzmysłowił nam, że dawny PGR został wykupiony i jest
już terenem prywatnym... Trzeba było udać się w dalszą drogę, ale nie
żałowaliśmy postoju - jak widać trafiliśmy dosłownie na ostatni moment.
Dalsza droga przebiegała już bez zakłóceń i szczęśliwie dotarliśmy wieczorem do Mielca.